Dziwidło olbrzymie - hit Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego
Roślina, do której zobaczenia ustawiają się kilkugodzinne kolejki. Kwitnie rzadko i krótko, stąd każda taka okazja staje się prawdziwym świętem botanicznym. Nie bez znaczenia jest też to, że kwiat dziwidła olbrzymiego osiąga niesamowite rozmiary, dorastając nawet do 3 metrów. No i wali, wali padliną przeokrutnie.
DZIWIDŁO OLBRZYMIE
Dziwidło olbrzymie jest olbrzymie i nietypowe we wszystkim. Wytwarza bulwę ważącą kilkadziesiąt kilogramów (nawet stówkę). Jednorazowo wypuszcza aż jeden, ale za to gigantycznych rozmiarów - bo dorastający nawet do 6-7 metrów i mogący ważyć kilkaset kilogramów - liść. Jak ma go już dość (po upływie około roku), to się go pozbywa (no więdnie mu), a roślina (składająca się wtedy aż z bulwy) odpoczywa sobie. Po kilku miesiącach, w zależności od tego na co ma większą ochotę, to wypuszcza znowu liść, albo kwiatostan. I to właśnie ten kwiatostan jest hitem. Pojawia się co kilka lat, może osiągnąć wysokość nawet 3 metrów i średnicę 1,5m. Wyrasta w formie kolby o kolorze mniej więcej kremowym (takie sprane szare gacie - kolor na zdjęciu jest trochę przekłamany sztucznym oświetleniem). Żeby nie było, że sterczy tej biednej roślince jedynie taki fallus - i nie jest to wyłącznie moje skojarzenie, bo łacińska nazwa tej rośliny brzmi Amorphophallus titanum, czyli dosłownie: olbrzymi, bezkształtny fallus - to dziwidło wymyśliło, że ubierze go w taką buraczkowo-wiśniową (od wewnątrz), a zielonkawą (od zewnątrz) - sukienkę. Te niby płatki, a właściwie pochwa podkwiatostanowa, otwiera się gdy następuje pełny rozkwit dziwidła i zamyka, jak kwiat przekwita. Ma to go chronić po zapyleniu, aby pod przytulną, gnijącą zasłonką mogły rozwinąć się owoce. Prawda, że romantyczny kwiatek?
Nieco wyjaśniając temat pochwy. Pochwa podkwiatostanowa dziwidła jest dokładnie tym samym co białe ustrojstwo przy kwiatostanie skrzydłokwiatu. Skrzydłokwiat pewnie każdy kojarzy - a jak nie, to wygooglajcie. I nie, skrzydłokwiat wcale nie kwitnie na biało. Jego kwiatki, to te dziwne twarde kolby z wypustkami. A to białe naokoło kolby - to jest właśnie pochwa podkwiatostanowa. Ani to płatek, ani liść, choć z liścia poniekąd się tworzy. Więc mimo wszystko bliżej temu do liścia niż kwiatka.
Wracając jednak jeszcze do dziwidła. Roślina ta, aby oczywiście było łatwiej ją podziwiać, rozkwita w nocy. No i kwitnie jeden dzień, no jak się mocno jej przedłuży, to góra dwa. Po tym czasie kolba flaczeje, pochwa się zamyka i jest koniec przedstawienia, czyli kończy się cykl reprodukcyjny. Na zdjęciu poniżej kwiat już jest w fazie przekwitania, po kilkunastu godzinach od rozkwitu.
Z uwagi na to, że w naturze cudo to rośnie w wilgotnych lasach równikowych w zachodniej części Sumatry, gdzie zresztą 6 sierpnia 1878 roku zostało odkryte przez włoskiego botanika Odoarda Beccariego, i wymyśliło sobie, że nie będzie się samozapylać, to dla przetrwania gatunku potrzebuje owadów, które przeniosą pyłek z jednej rośliny na drugą. Aby więc je zachęcić i przywabić, roślina emanuje cudnym zapachem gnijącego mięsa, rozkładającej się padliny, potu i czosnku, który jest uwielbiany przez muchówki i chrząszcze. Botanik Piotr Dobrzyński stwierdził, że kwiat ten pachnie jak "psujący się ser, ryby i spocone skarpety". Aromat ten może być wyczuwany nawet z kilometra. Ale... co pocieszające, dziwidło nie wali zbyt długo. Smród ten jest najbardziej odczuwalny w pierwszej fazie kwitnienia - gdy dojrzewają kwiaty żeńskie (u nasady) i następuje termogeneza (wydziela się ciepło, a kolba może osiągnąć wówczas nawet 40 stopni Celsjusza). To zwiększone temperaturą parowanie również powoduje, że zapach jest niesiony dalej i silniej wyczuwalny. W drugiej fazie - gdy męskie kwiatki (w górnej części) uwalniają pyłek, śmierdzi już zdecydowanie mniej.
Co robią ogrody botaniczne aby zapylić jedyną roślinę jaką mają? Zbierają pyłek innych egzemplarzy w innych ogrodach i trzymają go w lodówce, aby - gdy nadejdzie odpowiedni moment - zapylić roślinę ręcznie za pomocą np. pędzelków. Tak, dobrze kojarzycie, to taka roślinna forma inseminacji.
Skąd taki dość wybredny sposób rozmnażania? To relikt ewolucyjny z epoki plejstocenu (nie, nie wiedziałam, gdzieś to wyczytałam). Wówczas wszystko było duże. Duże były rośliny, zwierzęta (kojarzycie mamuty?), owady, a przede wszystkim przestrzenie. Aby stać się zauważonym na rozległym obszarze trzeba było być gigantem, aby jakiś megachrząszcz zechciał do Ciebie przylecieć.
Na co komu dziwidło? Generalnie to dla ozdoby i szpanu, przynajmniej to olbrzymie. Inne gatunki dziwidł są hodowane w celach konsumpcyjnych. Z jadalnych bulw jednego z gatunków wytwarza się mąkę konjac służącą do wyrobu makaronu Shirataki. To taki glutowaty makaron składający się nawet w 97% z wody - hicior wszystkich Dżesik i Dżanet na diecie, bo kalorii to to ma pewnie mniej niż ogórek.
Dziwidło olbrzymie znajduje się na liście gatunków zagrożonych według IUCN – szacuje się, że w naturze pozostało mniej niż 1000 okazów. Jeśli marzy ci się spotkanie z dziwidłem w jego naturalnym środowisku to doskonałym wyborem będzie Gunung Leuser na Sumatrze - Park Narodowy wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jednak prawdziwe eldorado dla poszukiwaczy dziwidła to mała wioska Batu Katak w północnej części Sumatry. To tutaj lokalni przewodnicy najchętniej zabierają botaników i entuzjastów przyrody, bo szanse na znalezienie dzikich okazów są tu największe - choć wciąż wymagają sporej dozy szczęścia i cierpliwości.
Jeśli nie chcesz ruszać się z naszego pięknego nadwiślańskiego kraju, to zobaczyć dziwidło wciąż możesz. Ogród Botaniczny Uniwersytetu Warszawskiego to jedyny ogród w Polsce, który wśród swoich zbiorów ma również dziwidło olbrzymie. Pierwsze spektakularne kwitnienie miało miejsce 13 czerwca 2021 roku. Wzbudziło ono ogromne zainteresowanie przyciągając setki zwiedzających z całego kraju. Kolejne kwitnienie (czyli drugie w historii) nastąpiło w nocy z 4 na 5 sierpnia 2025 roku. Jeśli myślisz, że tylko gwiazdy Hollywood ściągają tysiące fanów, to jesteś w wielkim błędzie. O tym, że było to widowisko botaniczne na skalę światową niech świadczy fakt, że w internecie była prowadzona transmisja na żywo (trwająca całą noc) z kwitnienia dziwidła, którą obejrzało kilkaset tysięcy osób, a kolejki do wejścia do szklarni z dzikimi tłumami chętnych pragnących zobaczyć ten niesamowity spektakl ciągnęły się godzinami (my, na sam koniec dnia 5 sierpnia czekaliśmy około godzinę na wejście).
Podczas tegorocznego kwitnięcia kwiatostan urósł do 181cm, z czego w ciągu ostatnich 16 dni aż o ponad metr. A jak szybko przekwitł? Na zdjęciu poniżej (po lewej) możecie zobaczyć stan z godziny 20:15 z 5 sierpnia 2025r. Pełny rozkwit kwiatostanu nastąpił mniej więcej o 4:00 rano tego samego dnia. Wyglądał on wówczas tak jak plastikowa figura/atrapa ustawiona przy wejściu do ogrodu botanicznego (zdjęcie po prawej).
OGRÓD BOTANICZNY UNIWERSYTETU WARSZAWSKIEGO
Pierwszym warszawskim ogrodem botanicznym był założony w 1811 roku ogród przy Warszawskiej Szkole Lekarskiej. Jednak dopiero przeniesienie go w nowe miejsce umożliwiło jego rozwój. Ogród Botaniczny Uniwersytetu Warszawskiego założono w 1818 roku z inicjatywy profesora botaniki Michała Szuberta, na terenie dawnych Ogrodów Królewskich, nieopodal Łazienek. Od samego początku ogród był podzielony na trzy strefy: naukową - prowadzącą szczegółową systematykę roślin, pomologiczną - z kolekcją drzew owocowych oraz spacerową - przeznaczoną dla mieszkańców. Już w 1824 roku spis roślin liczył bogatą kolekcję 10000 gatunków i odmian, w tym 1000 roślin rodzimych. Po powstaniu listopadowym ogród mocno ucierpiał. W 1834 roku jego powierzchnia została znacznie zredukowana (o około 3/4) do mniej więcej aktualnych rozmiarów, a zarządzanie nim zostało przejęte przez carskich urzędników. Dopiero powrót pod opiekę odrodzonego Uniwersytetu Warszawskiego w 1916 roku i objęcie stanowiska dyrektora przez profesora Zygmunta Wóycickiego umożliwiło odbudowę szklarni oraz ponowne odnowienie i wzbogacenie kolekcji. Kolejne zniszczenia przyniosła II Wojna Światowa oraz Powstanie Warszawskie. Po wojnie ogród ponownie odbudowano. W 1965 roku został wpisany do rejestru zabytków. W dalszych latach przywrócono historyczny układ działów, wzbogacono kolekcje roślin oraz wyremontowano budynki.
Obecnie ogród zajmuje ok. 5,16 ha. Znaleźć w nim można blisko 5000 gatunków i odmian roślin - w tym wiele rzadkich lub chronionych. Symbolem ogrodu jest miłorząb dwuklapowy (a konkretnie jego wachlarzowaty liść), posadzony przez Szuberta w 1824 roku - uznawany również za najstarszy okaz w ogrodzie. Na terenie ogrodu znajdują się 23 pomniki przyrody - z czego większość posadzona przez samego założyciela.
Liczne działy prezentują bogaty przegląd flory Polski i świata. Drzewa w arboretum są starsze od najstarszych warszawiaków, a pnącza wiją się na imponujące wysokości. Różanka i magnolie to miejsca idealne dla romantyków, a w Alpinarium można poczuć nieco klimat Tatr. W szklarniach, palmiarni i oranżerii poza tytułowym dziwidłem olbrzymim znaleźć można inne egzotyczne rośliny: figowce, trzcinę cukrową, bawełnę, wanilię, ananasy, palmy i sukulenty.
Bogatą kolekcję roślin - choć już nie tak bogatą jak w chwili powstania - uzupełniają pomniki, rzeźby, zabytkowe budynki, pawilony, szklarnie i Świątynia Opatrzności.
O tej ostatniej zresztą napiszę kilka słów więcej. Bo jest to budowla, która tu wybitnie średnio pasuje. Klasycystyczna, w formie rotundowego korpusu. Czym właściwie jest? Powstała w latach 1792-1793 według projektu Jakuba Kubickiego - pierwotnie jako pamiątka uchwalenia Konstytucji 3 Maja, miała być monumentalną świątynią i miała stać na placu w centrum Warszawy. Jednak jak to często bywa z ciekawymi i wzniosłymi pomysłami, z uwagi na liczne historyczne perturbacje, plan uległ zmianie. Dziś stoi więc tu, nieco na uboczu, nieco przez przypadek. A pomiędzy drzewami i ogrodowymi alejami, wygląda jakby ktoś ją tu ustawił przez pomyłkę.
Komentarze
Prześlij komentarz