O ile w przypadku cmentarzy wojennych uważam, że pamięć należy się wszystkim poległym, którzy na takowych cmentarzach spoczywają, niezależnie od tego, po której stronie okopów się znajdowali. O tyle z cmentarzem żołnierzy radzieckich w Lęborku mam pewien problem. Aby jednak to nieco wyjaśnić, przytoczę nieco faktów związanych z końcem II Wojny Światowej oraz tematem tak zwanego "wyzwalania" polskich miast spod okupacji hitlerowskiej.
WYZWOLENIE LĘBORKA
Jeżeli skonfrontuje się ilość sowietów, którzy na cmentarzu wojennym żołnierzy radzieckich w Lęborku mają swoje groby, z tym, że miasto zostało zdobyte niemal bez walk i niemal bez żadnego wystrzału, to widać pewien dysonans. Zagłębiając się natomiast nieco bardziej w pamiętne chwile 10 marca 1945 roku i analizując wkroczenie do Lęborka oddziałów 3 korpusu pancernego gen. Aleksieja Panfiłowa, trudno nie mieć wątpliwości: ofiarami jakich działań wojennych właściwie, są żołnierze Armii Czerwonej spoczywający na lęborskim cmentarzu? Czołgi, które wkroczyły do Lęborka spotkanie z wojskiem niemieckim miały już za sobą, starcie miało bowiem miejsce pod Pogorzelicami. W samym Lęborku władz już nie było, gdyż wiedząc o zbliżających się czerwonoarmistach zdołały one wcześniej zbiec. Nie było też wojska niemieckiego, dlatego główne oddziały radzieckie przez miasto przejechały bez zatrzymania, kierując się bezpośrednio do Gdańska. W Lęborku pozostawiono jedynie wojsko zaplecza, tzw. trofiejszczyków, którzy mieli zabezpieczać zdobyte w mieście mienie. Jak jednak to w praktyce wyglądało, to chyba większość ludzi jest już dzisiaj dostatecznie świadoma.
Dla sowietów Lębork - a żeby być precyzyjnym, to wówczas Lauenburg - był miastem niemieckim i jako taki miał zostać przykładnie zniszczony (oczywiście nie tylko Lębork, dotyczyło to z różnym nasileniem niemal każdego "wyzwalanego" miasta). Zresztą nie tylko wojsko radzieckie, ale większość ówczesnych armii świata, zdobywając wrogie tereny uskuteczniała politykę tzw. spalonej ziemi. Trudno oczywiście dyskutować z tym, że czerwonoarmiści byli wyjątkowo brutalni, palili wszystko co wpadło im w ręce, gwałcili, rabowali, mordowali i mścili się na ludności cywilnej - i to nie tylko Niemcach, ale również Polakach i Kaszubach. Nie zamierzam tu oceniać czy ich czyny były mniej lub bardziej drastyczne od tych, które pamięta ziemia lęborska w wykonaniu hitlerowców - wystarczy bowiem wspomnieć Noc Kryształową w 1938 roku (które to wydarzenia rozgrywały się co prawda jeszcze przed wojną) lub Marsz Śmierci z KL Stutthof w 1945 roku, które w efektach były pewnie równie tragiczne i brutalne. Trudno jednak jakkolwiek uzasadnić gwałcenie kilkuletnich dziewczynek lub ledwie żywych staruszek. To właśnie te liczne i bestialskie gwałty były niemal bezpośrednią przyczyną samobójstw, zwłaszcza mężczyzn, którzy nie byli w stanie patrzeć na krzywdę swoich żon i córek - podobno w okresie "wyzwolenia" dobrowolną śmierć wybrało aż 600 mieszkańców miasta.
Jak jednak powyżej opisana historia ma się do żołnierskich zgonów? Otóż to właśnie samodzielne działania żołnierzy radzieckich (idiotyczne i barbarzyńskie przy okazji), a nie ich bohaterskie i ofiarne walki z Niemcami, doprowadziły ich na lęborski cmentarz. Być może niewielka część z nich to skutki ran odniesionych podczas szturmu na miasto. Być może nawet pewna ilość żołnierzy odniosła rany w trakcie wcześniejszych walk z hitlerowcami nacierając na inne miejscowości. Być może. Znaczna jednak liczba tych, których ciała leżą dziś w Lęborku pod nagrobkami z czerwoną gwiazdą, to ofiary łajdackiego zachowania i czystej głupoty, a nie wojny.
Armia Czerwona wkraczając do miasta zachowywała się jak przedszkolaki w wesołym miasteczku. Kradli dosłownie wszystko. Gdy zrabowali kosztowności i zniszczyli domy zamieszkiwane przez ludność cywilną, splądrowali resztę miasta. Nie oszczędzili nawet latarni, płyt chodnikowych i torów kolejowych. Dla czystej frajdy i nieukrywanej radości wzniecali pożary, wykorzystując jako doskonałą podpałkę drewniane meble lub inne wyposażenie domostw. Spirytus odnaleziony w zakładach Koch & Caspar używali jako wspaniałe paliwo, paliwo, w kadziach którego co najmniej kilku z dzielnych wojaków się utopiło. Zamroczeni i odurzeni oparami alkoholu wpadali do zbiorników podczas czerpania z nich trunku. Mieszkańcy miasta, pamiętający jeszcze tamte wydarzenia, przywołują również przypadki topienia się w browarnianych kadziach pijanych zdobywców. To pod wpływem alkoholu i z jego użyciem, wzniecane były pożary, w których spłonęło 55% budynków mieszkalnych w mieście. Żołnierze pili spirytus dopóki się nie skończył. A były tego dwie kadzie po 55 tys. litrów każda. Nie trzeźwieli, snując się w pijackim amoku po ulicach Lęborka przez wiele tygodni.
Burdy wszczynane po spożyciu napojów alkoholowych odnalezionych przez sowietów, w połączeniu z posiadaną przez nich bronią palną, były bezpośrednią przyczyną wielu innych ofiar śmiertelnych. Pisząc najbardziej wprost jak się da, ci panowie sami się po prostu skutecznie wystrzelali.
CMENTARZ ŻOŁNIERZY RADZIECKICH
Teraz o samym cmentarzu.
Cmentarz żołnierzy Armii Czerwonej znajduje się w Lęborku nieopodal os. Leśnego, pod samym lasem. Prowadzi do niego leśna ścieżka.
Pomijając przyczyny ich śmierci, to na Cmentarzu Żołnierzy Radzieckich w Lęborku, istotnie spoczywają niemal wyłącznie żołnierze radzieccy. Niemal, bo pośród 706 pochowanych w 38 (39?) mogiłach zbiorowych, 2 to osoby cywilne. Czyli przynajmniej formalnie wszystko się zgadza. Teoretycznie nawet część z nich poległa (zmarła, zginęła) w dniach 9-10 marca 1945 roku - czyli w czasie tzw. "wyzwalania" miasta. Jednak sporą grupę stanowią pochówki ekshumowanych czerwonoarmistów z całego powiatu lęborskiego, których dokonywano znacznie później, bo w latach 1947-1949. Walczyli oni w szeregach 19 Armii, 3 Gwardyjskiego Korpusu Pancernego, 18 Brygady Pancernej i 102 Dywizji Piechoty wchodzącej w skład 40 Gwardyjskiego Korpusu Armijnego, który z kolei był w składzie II Frontu Białoruskiego. Nieliczne nazwiska, które udało się ustalić, umieszczono na marmurowych tablicach na czterech obeliskach.
Centralnym elementem cmentarza jest duży wizerunek czerwonej gwiazdy z tablicą, na której wyryto napis w języku rosyjskim i polskim: "Sława / Bohaterom Armii Czerwonej / poległym w walce / za naszą i waszą wolność."
W osobnej małej kwaterze umieszczono trzy nagrobki: majora Mikołaja Siemionowicza Gorbaczowa poległego na posterunku bojowym (urodzony w 1905r., zginął 19 (26) marca 1945r.), sierżanta Iwana Filipowicza Czernoiwanowa poległego na posterunku bojowym (urodzony w 1912r., zginął 19 marca (2 kwietnia) 1945r.) oraz Bohatera Związku Radzieckiego, porucznika B. A. Dmitrijewskiego (urodzony w 1922r., zginął 12 marca 1945r.). Ten ostatni, a konkretnie jego prawie 300 listów pisanych z frontu, były nawet inspiracją do nakręcenia filmu "Byłem szczęśliwy" Tatiany Donskajej. Borys Dmitrijewski był czołgistą poważnie rannym podczas walk toczonych z niemieckimi wojskami pancernymi w pobliżu Wejherowa. W Lęborku znajdował się wówczas szpital Armii Czerwonej, do którego trafił. Gdy zmarł został pochowany przez kolegów w jednym z parków miejskich. A po zakończeniu wojny jego szczątki przeniesiono właśnie tutaj.
Dziś cmentarz lata swojej świetności ma zdecydowanie za sobą. Wytyczone aleje są już dość mocno zarośnięte, a cmentarna roślinność słabo pielęgnowana i zaniedbana wygląda raczej jak zwykłe chaszcze. Choć odnotować trzeba, że okoliczni mieszkańcy i szkoły rokrocznie urządzają akcje porządkowania cmentarza podczas których grabione są liście a mogiły czyszczone.
KONTROWERSJE
Jedno jest pewne. Na każdym cmentarzu spoczywają ludzie. Czy każdemu człowiekowi należy się szacunek? Być może nie zawsze. Niemniej. Szacunek należy się miejscu. Tym bardziej, że nawet dziś nie mamy stuprocentowej pewności co do tego, jakich wydarzeń ofiary na cmentarzu w Lęborku są pochowane. Jedyne co o nich wiadomo, to to, że byli oni żołnierzami i że byli członkami armii radzieckiej (z pojedynczymi wyjątkami). Nie mamy pewności ilu z nich dobrowolnie, a ilu z pełną premedytacją robiło to co robiło. Była to być może zbieranina zwyczajnych ludzi, których zastała wojna w czasie, gdy byli młodzi. Niekoniecznie z własnej woli, ale na pewno z rozkazu, znaleźli się właśnie tutaj. To oczywiście nikogo nie tłumaczy i nikogo nie rozgrzesza. Ale być może wśród tych dzikusów (jak dziś o nich często się mówi) mógł znaleźć się również człowiek, któremu nie po drodze było z tym co robi. Być może. Tego się już jednak nigdy nie dowiemy. Dlatego osobiście uważam, że szacunek należy się właśnie miejscu. Bo być może ta właśnie lęborska ziemia skrywa tajemnice, o których nikt nie wie. Nie trzeba od razu gloryfikować tych ludzi, żołnierzy, całej armii, aby po prostu, tak po ludzku nie niszczyć i nie dewastować. Bo już to co robimy z tym miejscem, świadczy o nas, a nie o nich.
Źródła:
Komentarze
Prześlij komentarz